W połowie 2003 roku wraz z moją żoną i córką zamieniliśmy nasze małe mieszkanko na domek. Co oczywiste, przeprowadziliśmy się razem z całym naszym ówczesnym zwierzyńcem, czyli kocurem Guciem i kotką Mają. Po jakimś czasie zaświtała nam myśl, że oprócz tego przydałby się też jakiś pies. I tak z początkiem po wrześniowej wystawie w Zielonej Górze pojawił się u nas piesek rasy Yorkshire Terrier. Córka nazwała go Chiko. Muszę przy tym dodać, że na tej wystawie po raz pierwszy na żywo widziałem akity. I od tego momentu zaczęła się choroba, zwana przez niektórych "akitomania". Po zaledwie kilku dniach doszliśmy do wniosku, że York jest owszem, może i hałaśliwy, ale do obrony domostwa to raczej się nadaje - chyba tylko jako alarm. Zapada szybka decyzja o następnym psie, tym razem ma być to akita. Po krótkich konsultacjach z kolegą, który od lat hoduje psy, doszliśmy do wspólnego wniosku, że rzeczywiście najlepszym stróżem w naszych warunkach będzie właśnie pies rasy akita. Przemawiało za tym kilka czynników, najważniejszy to doświadczenie hodowlane mego kolegi, który jako jeden z pierwszych w Polsce zaczął hodować akity (hodowla "Spod Szrenicy"). Kolejna rzecz to fakt, że akita hałasuje tylko wtedy, gdy naprawdę dzieje się coś nienaturalnego. Poza tym ten słodki, misiaczkowy wygląd... I tak zaczęły się poszukiwania szczeniaka, efektem zaś było pojawienie się na początku października w naszym domu drugiego psa - AMAI Bakira, z hodowli "Bakira" Szczepana Paprzyckiego z Święciechowej k. Leszna.
Od tej chwili Bushi (co po japońsku oznacza "samuraj") jest z nami na dobre i na złe, a wraz z yorkiem tworzą zgrany duet "zaczepno-obronny". Wychowanie takiego stadka z początku sprawiło trochę trudności, z uwagi na to, że do tej pory nie mieliśmy doswiadczeń z psami. Jednak przy pomocy przyjaciół, a także nieocenionej literatury fachowej, udało się nam zatrzymać zapędy akity (a także yorka) do dominacji. Aktualnie, po ponad 2 latach nie mamy z tym już żadnych problemów. Wiele w tym zasługi również całej mojej rodziny, a zwłaszcza żony, która od początku była przeciwna budowie kojca dla akity. I (jak zwykle zresztą) miała rację. Po kojcu zostało jedynie wspomnienie wielkich przygotowań do jego budowy...
Dopiero w trakcie tych przygotowań dowiedziałem się, że akita jest psem rodzinnym i potrzebuje jak najczęstszego kontaktu ze swoimi domownikami. Teraz Bushi odwdzięcza się nam za to, że nie zamknęliśmy go na zewnątrz, swoim oddaniem.
Zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy właściciele psów czasami popisują się, jak to ich pies wykonuje bezbłędnie i bez ociągania wszystkie ich komendy. Jednocześnie też wiem, że w naszym przypadku taka sytuacja nam nie grozi. I choć znam kilka akit, które pomyślnie zaliczyły egzaminy z ogólnego posłuszeństwa, to moim zdaniem nam akurat trafił się wyjątkowy egzemplarz, jak najbardziej godny swojego japońskiego imienia "Samuraj" - dumny, niezależny, pełen godności i poczucia własnej wartości, a co najważniejsze - bezgranicznie oddany swemu panu...
I niech tak już zostanie.